Szpuncie Drogi,
Dziekuje za modlitwe, bardzo mocno odczuwam jej moc. Za te maila slowa
wsparcia, cicha obecnosc i Wasze zaangazowanie charytatywne dziekuje
takze. Tak sobie mysle, ze Kosciol jest jednym cialem polaczonym, wiec
to, ze udaje nam sie w jakiejs dziedzinie to wplyw innych, ktorzy np.
swoje trudnosci czy cierpienia ofiaruja w naszej intencji. Kiedys
dopiero okaze sie jak wiele zawdzieczamy takim ludziom, ktorych bysmy
nawet nie podejrzewali.
Najpierw Tarnobrzeg.
Jest to typowa parafia, gdzie na najwazniejsze uroczystosci miasta
zaprasza sie proboszcza, a ludzie w sklepie mowia Ci "Szczesc Boze".
Taka z "dzialaczami katolickimi", ruchami starajacymi sie ukonorowac
Chrystusa na Krola, gdzie tylko sie da itp.
Gdy mowisz do ludzi kazanie w 90% spotykasz sie z matowymi twarzami.
Absolutnie bez wyrazu, mowisz jakis zart - trzy osoby usmiechaja sie
(usmiech 1 w skali do 6 - co ciekawsze w Krakowie z tego samego zartu
smialo sie 3/4 sluchaczy - testowalem wczesniej), mowisz o
powazniejszych rzeczach odbior podobny. Ludzie przyzwyczajeni do
obrzedow i charakterystycznym mowieniem ksiezy na tym specyficznym tonie.
Inna grupa to parafanie typu: nie wazne co ksiadz mowi, kazan sie z
natury nie slucha, byleby byly krotkie (tu akurat staramy sie nie
przekroczyc 7-8 minut w niedziele) po mszy jest przeciez niedzielny
obiad, a poxniej seriale w tv...
Idzie sie z taca, spojrzenia w podloge, co 20 osoba odpowie na usmiech.
Trudno mi to jeszcze rozgryxc, rozumiem, ze kazda z tych osob nosi jakas
osobista trudna historie. Zycie ich nie rozpieszcza.
Najlepszy kontakt lapie albo z dzieciakami (11 godzina) albo z mlodzieza
(18:00). Choc po porannej mszy przyszedl jeden pan pogratulowac kazania.
Okazalo sie, ze jest lokalnym poeta i prokutatorem. Obiecal, ze
przyniesie mi droge krzyzowa nagrana na CD prymasa Wyszynskiego
(rozwazania po 20 minut jedno - ugh), a ze moja asertywnosc rowna jest
zeru, nie umialem odmowic. Dobrze, ze za tydzien wyjezdzam, gdys pewnie
poxniej kazalby mi to recenzowac.
"Strzez sie dzialaczy katolikich" - powiedzial mi o. Slawomir, niezwykle
ofiarny kapelan szpitala, jeden z tutejszych ojcow, ktorego bardzo
szanuje. Zdanie zapisalem i zachowam w swoim sercu :)
KANCELARIA:
Przychodzi matka z corka. Rodzina dysfunkcyjna:
- Spokojnie, niech sie ksiadz nie martwi tym razem nie po pomoc - slyszy
przeor.
Corka jest w pierwszej klasie szkoly zawodowej. W ciazy. Chca z
chlopakiem wziasc slub, choc przy minimalnym doswiadczneniu widac, ze
raczej nic z tego nie bedzie.
- Dlaczego chcecie wziasc slub? - pyta przeor (jest rownoczesnie
proboszczem)
Cisza
- Slub musi spelniac dwa warunki: byc dobrowolny i swiadomy. Czy jesli
by nie ciaza tez wzielibyscie slub?
Cisza
- Chyba nie.
Maja czas na zastanowienie sie.
SZPITAL
Srodowisko bardzo pochlaniajace, trzeba byc dyspozycyjnym praktycznie
24h, zadnych weekendow czy dni wolnych. Spowiedx, sakramenty,
namaszczenie chorych, rozmowy, msza, nabozenstwa - to robota kapelana.
Chodzac po oddzialach mozna spotkac ludzi pochodzacych z roznorodnych
srodowisk, choroby nie wybieraja. Oddzialow jest masa: od onkologii po
chirurgie.
To obok szkoly rejon, gdzie Bog uczy pokory, gdzie spotykam sie z wlasna
niewystarczalnoscia, gdzie brakuje mi slow. Wchodze na jedna sale,
habit, alba, stula, mam z soba najswietszy sakrament. Pytam czy ktos
zyczy sobie komunii swietej. Przyjmuja dwie kobiety. Zagaduje.
- Prosze ksiedza stracilam noge - slysze.
Na sali robi sie cisza, ktora staje sie nie do wytrzymania, jedna
kobieta zaczyna patrzec w okno, inna wyciaga rozaniec, kolejna patrzy w
sufit - kazdy, lacznie ze mna jest bezradny. Nie wiem co powiedziec.
Gdybym tak mial mozliwosc uzdrowienia, powiedziec, "Wstan, idx". Ale
niestety nie mam...
- Bedzie dobrze - wybakuje - Pan Bog ma jeszcze dla Pani przygotowane
cos specjalnego.
Wychodze zazenowany swoimi slowami. Ucze sie nic nie mowic, oprocz
polozenia reki na ramieniu.
Zaczynam tez stosowac pedagogiczne metody s. Malgorzaty Chmielewskiej:
"Skoro Ty Panie stawiasz mi tych ludzi na mojej drodze, sam sie o nich
martw - ja robie co moge, ale wiecej nie jestem w stanie".
Ale na pediatrii dzieciaki sa wspaniale. Ide rozdawac obrazki. Jedna
dziewczynka ma ze soba maskotke:
- A misiu zdrowy? - pytam
- Chyba zdrowy.
Mierzymy razem temperature misiowi. Sprawdzamy czy nie ma rozpalonego
czola. Rzeczywiscie w normie.
- Wiec dbaj o misia, zeby nie zachorowal.
Dziewczynka usmiecha sie, jej mama rowniez.
- Bede dbala.
Zapominaja na moment o chorobie. To rzecz, ktora nauczylem sie od o.
Slawomira. Wybijac ludzi z ich swiata choroby. Nie wchodzic w
kompetencje lekarza.
SZKOLA
Od kilku dni mam wielki respekt dla nauczycieli. To mega wyczerpujaca
praca. Dzieciaki na religii rzucaja do siebie tekstami w stylu: "Ty
dziwko", "Ciagnij druta". Na pytanie co lubisz odpowiadaja prowokujaco
(aby zaimponowac kolegom): "Pornograficzne filmy".
Oczywiscie nie wszystkie klasy sa takie, ale wlasnie te intryguja mnie
najbardziej.
Pojedynczo mozna dzieckakow wylapac i nawiazac kontakt, aby ogarnac cala
klase potrzeba jednak masy ilosci czasu. Swoj antagonizm pokazuja na
kazdym kroku, podczas podzialu na grupy leca bluzgi, ze z tym i z tym,
nie chca pracowac, ten smierdzi, a tamten jest debilem.
Rozmawialem juz na ten temat z moimi katechetycznymi mistrzami Renata
(katechetka z krakowskiego elektryka) i o. Markiem Urbanowskim
(Korbielow), potwierdzili to co mozna intuicyjnie wyczuc. Za kazdym z
tych uczniow kryja sie czesto zyciowe dramaty (problemy w domach,
klopoty z wlasna wartoscia) i cholerny (przepraszam za wyrazenie) brak
milosci. Reakcja agresja rodzi tylko kolejna agresje. Tu trzeba uwazac,
bo to operacja na otwartej ranie.
Kurcze, musze sie wiecej modlic, bo sama magisterka z teologii przydaje
sie tak, jak
prawo jazdy na motor w samolocie. Najpierw potrzeba dla
tych dzieciakow zwyklej formacji ogolno ludzkiej.
Moze macie jakies recepty na prace w tych srodowiskach: szkola, szpital?
Bardzo jestem ciekawy Waszych doswiadczen.
Wasz brat w Chrystusie,
Krzysiek Palys op
ps.
I jeszcze fajowy dialog jaki slyszalem.
Katecheta:
- Przeszkadzasz, a potem sie dziwisz skad biora sie slabe oceny na
kartkowkach.
- Jak to slabe? Ostatnio troje dostalem! - odpowiada oburzony uczen.